poniedziałek, 1 czerwca 2015

"Służące" mają głos.


Czasami mam dosyć banalnych komedii romantycznych, czy filmów z wybuchową akcją w roli głównej, a z drugiej strony na poważne dramaty też nie mam ochoty i w takich właśnie chwilach ciesze się, że niektórzy potrafią znaleźć równowagę. Właśnie w takiej chwili zdecydowałam się obejrzeć film "Służące".

Lata 60 ubiegłego wieku, zwykłe miasteczko w Stanach Zjednoczonych. Białe panienki z bogatych rodzin spotykają się na wystawnych przyjęciach, a jedynym ich tematem jest znalezienie męża i modne fryzury. O ich dzieci, domy i wszystko, co ważne dbają czarnoskóre służące, które w zamian za starania dostają marne pieniądze i kompletny brak szacunku. W cieniu wypielonych trawników i pastelowych domków służące żyją w strachu o pracę,a w trudnych czasach również o życie. Gdy młoda dziewczyna kosztem własnej reputacji prosi o wywiady kobiety, z którymi nikt nie rozmawia, coś zaczyna się zmieniać. Okazuje się, że służące mają wiele do powiedzenia, kiedy ktoś pozwala im mówić.

Nie będę udawała, że to jest film wybitny i przełomowy. Nie jest! Jednak ogląda się go całkiem przyjemnie. Myślę, że dl każdego widza naturalnym będzie negowanie "białych", jednak świat nigdy nie jest wyłącznie czarno-biały. Jest coś pomiędzy i tego właśnie uczą nas "Służące"

1 komentarz:

  1. Jedna z najwierniejszych ekranizacji jakie widziałam. A "Służące" książkowe są wciąż i wciąż od nowa czytane przez kobiety w mojej rodzinie :)

    OdpowiedzUsuń